czwartek, 23 października 2014

Rozdział 6

- Wysiadaj mówie!

- Dobrze już...

Wysiadłam, Harry również. Bałam się cholernie. Nie zaprzeczę. Harry'emy przyciemniały oczy gdy w nie spojrzałam nie miały już swojego zielonego uroku. zaczynałam się coraz bardziej bać. Najchętniej to już bym z tąd uciekła.

- Zaczekaj tutaj chwile, nigdzie nie uciekaj, dobrze? - jakby w myślach mi czytał.

- Dobrze. - przytaknęłam, bo co miałam powiedzieć "Nie Harry uciekne ile tylko mam sił w nogach bo sie Ciebie boje!".

Po 5 minutach Harry zdążył wrócić.

- Chodź ze mną. - wyciągną dłoń, na co ja ją szybko chwyciłam.

Bałam się go ale co? Będe tak tam sama stała i zachowywała się jak rozwydrzony bachor i tupałabym jeszcze nóżką? hahah nie.

- Harry co to wszystko znaczy? - nie wytrzymałam.

- Ćśśśś.... Teraz. Odwróć się.

- Po co?!

- Zobaczysz.

ODwróciłam się i poczułam jak zakłada mi opaskę na oczy. Nie wiedziałam w tamtej chwili co robić.

- Daj rękę.

- Ale co ty chcesz zrobić?

- Zaprowadzić Cię gdzieś....

Uf.... Moje najczarniejsze myśli się na szczęście nie spełniły. Harry wziął moją dłoń, a swoją drugą splótł wokół mojej talii. Chwilę potem myślałam, że przeszliśmy już chyba kilometr!

- Okej, jesteśmy na miejscu. - gdy skończył mówić odchrząknął.

- No, a zdejmiesz mi to??

- Nie, jeszcze chwila.

Harry chyba się ode mnie odsunął, ponieważ usłyszałam straszne echo. CHWILA! JAK HARRY SIĘ ODE MNIE ODSUNĄŁ TO KTO MNIE TRZYMA?!

- Harry, mogę już?

Nie otrzymałam odpowiedzi, a po chwili usłyszałam koło ucha:

- Harry'ego już tu nie ma...

- To kto ty jesteś?!

- Zaraz poczujesz.

- Hmmm?!

Gdy zbliżył się do mnie poczułam znajome perfumy. Coraz bliżej mnie był. W końcu nasze usta złączyły się w pocałunku. Świetnie całuje i pachnie. To napewno nie Hazza. Leeroy?! Odsunęłam się szybko od niego.

- Leeroy to ty?!

- Niee? Kto to Leeroy?

Tsaaa... Już wiem kto to. Hmmm... Kto nie zna Leeroy'a? LIAM.

- Liam. to ty... - mówiąc ściągałam opaske z oczu.

- Zgadłaś, piękna. - uśmiechnął się tym swoim seksownym uśmieszkiem.

Rozejżałam się do okoła. Chciało mi się płakać.

-O mój bożę. Jak tu cudownie!!! - łzy w moich oczach pojawiły się.

- Może usiądziemy?

Wskazał na mały koc leżący koło jeziorka. Na nim był mały koszyczek. Obok były dwa tależyki i dwa kubki.

- Chętnie.

Wieczór miłam nam znakomicie. Rozmawialiśmy ze sobą jak przyjaciele, jakbyśmy się znali wieki. Po chwili zgasły wszystkie światła.

- Liam, mogę się koło Ciebie położyć? Strasznie boję się ciemności.

- Okeeeej, Mi tam przeszkadzać to nie będziee.

Wstałam szybko przeskoczyłam *(buty miałam zdjęte)* koszyk. Poprawiłam sukienkę i położyłam się koło niego. Było mi też zimno, więc przytuliłam się do torsu Liam'a. Nie miał nic przeciwko, więc wtuliłam się w niego mocnej.. Panowała w tedy okropna cisza. Patrzyliśmy w niebo oglądając gwiazdy.

- Może już chodźmy? - zapytałam patrząc na Liam'a.

- Dobrze chodźmy.

Wstał jako pierwszy i wyciągną do mnie rękę. Skorzystałam z jego dłoni. Jak wstawałam to potkęłam się o własne nogi. Dobrze,że Liam był obok. Bez niego "zaliczyłabym" glebę.

- Widzisz? Spadłem Ci jak z nieba. - zaśmiał się. na co ja wybuchłam śmiechem ale mu przytaknęłam.

...........................................

No i jest rozdział 6. wiem, że praktycznie niekt tego nie czyta ale i tak to wstawiam.

Rozdział 5

Gdy wsiadł włączyl silnik i radio to była cisza dopóki w radiu nie pojawiła się moja ulubiona piosenka. Zaczęłam sobie ja pod noskiem nucić.

- Ładnie.

- Ale co? - zawachałam się.

- Śpiewasz.

- W cale nie. Ja tak tylko podśpiewuje bo to lubie. - uśmiechnęłam się do niego.

- No jasne.. A znasz naszą 'nową' piosenke?

- Yyyy?! Co to za pytanie?! - powiedziałam zbulwersowana.

- Coś źle powiedziałem? Jak tak to przepraszam...

- Nie przepraszaj. Ale mi sie o takie rzeczy nie pytaj bo ja jestem... no jestem... - chciałam dokończyć Directioner ale on mi przerwał.

- Jesteś Antyonedirection? - jak to powiedział to zatrzymał się na poboczu by spojrzeć mi w oczy.

- Nie!! Nigdy!! - Boże! Jakie on ma piękne oczy!

- To kim?

- Nie domyśliłes sie jeszcze? Jestem waszą wierną i kochającą Directioner. - mówiłam z uśmieszkiem na twarzy.

- Ja... nie wiedziałem... - spóścił głowe.

- Wiem. Dobrze, że nie byłeś u mnie w pokoju. - zaśmialam sie.

- Mmm... Nie myślałem o tym. DO TERAZ! - powiedział uradowany.

- Kurwa.

- Buahaha. Poczekaj na mnie chwilkę, okej?

- Ok, loczku. - cmoknęłam go w policzek.

Wysiadł z auta zaciekawiony. Dzwonił. Ale nie oddalał się ode mnie tak jak Liam. Kurcze. Ciekawe co on teraz robi. Nie zadzwonie przeciesz do niego... Otworzyłam okno. W aucie tak było duszno, że nie da sie wytrzymać. Przez przypadek usłtszałam pare słów od Harry'ego .

- Stary, nie martw sie. Ona jest teraz ze mną. Zabieram ją nad rzekę. Nie. Nie buj się. Ona jest twoja wiem o tym.

Liam. To z nim gada. Co miały kurwa znaczyć te słowa " Ona jest twoja..." ? Nie jestem niczyja!! Niech to wszyscy zrozumieją!! Zamknęłam szybko okno bo widziałam, że Harry się zbliża.

- Jestem już.

- Widzę.

- Co się stało?

- Jeszcze pytasz??!

- Jesteś zła na kogoś? Na Liam'a?

- Nie! Liam'a zostaw w spokoju. Jestem na Ciebie zła.

- Za co? Że Cię porwałem?

Kretyn.

- Tak! Miałam się z nim dobrze bawić, a ty to zjebałeś!

- Ale pocałunek kolejny raz Ci się podobał. - no co za kretyn! Nie moge go już...

- No i co z tego?! To wspomnienie zostaw sobie i mnie. Teraz mnie zawieź do domu!!

- Dobra, dobra... - wiedzialam! Mięczak!

- Dziękuje.

Jechaliśmy w ciszy. Takiej ciszy to ja nie znosze. Skręciliśmy koło kawiarenki, za którą mieszkałam. Chciałam już otwierać drzwi ale Hazza zablokował je i szybko dodał gazu.

- Co do cholery robisz? Ja mieszkam tam!

- Wiem i co?

- Ja chce tam być? - zaraz go uderze.

- Nie świruj mała. Siedź spokojnie, dobrze?! - uniusł głos na co ja sie przerazilam.

- Bosh... Dobrze mamusiu! - czujecie ten sarkazm??

Dojechaliśmy do jakiegoś parku.

- Wysiadaj.

- Ale Harry? Co ty chcesz zrobić?!

•••••••••••••••••

No :) jest kolejny durny rozdział :)

Miłego czytaniaa ;) xx.